remote.spaces - logo

główna
nowości
o nas
projekty
zdjęcia
media
muzyka
księga
linki
kontakt

sklep

[nawias_czasu]

Odcinek 3
mk51kp09Czasoprzestrzeń lubi płatac figle umęczonym duszom rasy żądnej poznania. Cena za zuchwałość bywa niewspółmierna do jedynie potencjalnych korzyści. Gdzieś z czerni bezmiaru pustki przesuwał się czarny kamień. Był wielkości ludzkiej głowy i zdawało się że dryfował bezładnie w milczącej próżni. Odległe słońca nie przenikały przez jego powierzchnię. Nawet gdyby był na jednej z orbit, żaden promień nie odbiłby się od niego. Kamień w skupieniu śledził oblepiającą go nieskończoność. Wysnuwał kosmyki niewyczuwalnej jaźni, by badać i rejestrować. Wiedza którą dysponował ciągle przyrastała. Kamień ubogacał ją o nowe bodźce i doznania. W jakim celu? Tego nie wiedział nikt. Kamień po prostu dryfował.

Yneaye krzyczały mroźną ciszą.

Z pogranicza sektora wystrzeliły trzy statki. Zwolniły w głuchej ciszy. Ich sensory rozpoczęły skanowanie przestrzeni.

Cryo wyłączył koordynatora.
- Szyk V Panowie i bez szaleństw. Jesteśmy w okolicy Oryphidów - zabrzęczało z nośnej transmisyjnej. Wprawne ręce pilota z baletowym wdziękiem popłynęły po klawiaturze. Cryo śledził uważnie rozkład trajektorii skalnych odłamków.
- Szukamy dwóch obiektów wielkości pi oko Oltharów - oznajmił beznamiętnie. Przywykł do tego, że dopóki nie znalazł się w zagrożeniu własnego źycia, cudze traktował jako towar. Cenny, ale towar. Wszystko się zmieniało gdy w regulaminowe misje wżerał się kuszący smak ryzyka. Wtedy budził się w nim Prometeusz. Odległe bóstwo z minionej zatęchłej przeszłości, czy bohater, nieważne. Kto dziś czytywał klasyków? Cryo, może paru innych dryfujących w ludzkim mrowisku...
Skanery milcząco pytały próżnię o zaszyte w niej skarby, potem kierowały strumienie danych do inteligentnych kolektorów filtrujących obiekty odpowiadające wymaganiom poszukiwaczy. Ci zaś otrzymywali gotowe menu z ciekawszymi kąskami.
Wśród niewielu pozycji bedących większymi kawałkami kosmicznego gruzu przemknął jeden obiekt. Do karty dań zakwalifikowała go nieprzenikalność, ale rozmiarem nie grzeszył. Dane telemetryczne były pełne sprzeczności. Ot, zwykły, niezwykły kawałek skał, który być może stanowił jeden z błędów pomiarowych. Cryo odrzucił ten zimny i źle doprawiony kotlet, uważając go za błąd w sztuce kulinarnej. Obiektów ciągle nie widział.
- Trójka masz coś? - rzucił do komunikatora.
- Jeden zgniłek, jakby kolektor zgłupiał - odpowiedział mu spokojny głos
- Tu dwójka, mam to samo, obiekt był chyba na przecięciu strumieni naszych urządzeń i dlatego ześwirowały - wtrącił się trzeci zmęczony głos.
- Dobra, rozsuńmy się jeszcze trochę, bo jak tak będziemy czesać, to objawi nam się Bóg Ojciec we własnej osobie - roześmiał się Cryo.
Olthary zakołysały się i rozluźniły szyk.



Odcinki:
1 2 3 4 5

  [do góry]


[AkuTech-technologie tworzenia muzyki]