Witaj w The Voices of MOO


Serwis

The Sounds Of Moo
TSOM I
TSOM II
Moozycy
Próbki 
    
Voices of MOO - wejście 

Na forum jest:
17 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.


W galerii...

ew2006-k-06.jpg
ew2006-k-06.jpg


ew-js-2006-08.jpg
ew-js-2006-08.jpg


ew-js-2006-06.jpg
ew-js-2006-06.jpg


ew2006-k-05.jpg
ew2006-k-05.jpg


ew2006-k-04.jpg
ew2006-k-04.jpg


ew2006-k-03.jpg
ew2006-k-03.jpg


ew2006-k-02.jpg
ew2006-k-02.jpg


ew2006-k-01.jpg
ew2006-k-01.jpg


ew-js-2006-05.jpg
ew-js-2006-05.jpg


ew-js-2006-04.jpg
ew-js-2006-04.jpg


Photo Gallery


Strony utrzymuje
neo.pl - najlepszy hosting



Wybierz język

English Polish

Otrzymaliśmy...
11906515 odsłon od Listopad 2006

The Voices of MOO: Forums

The Voices of MOO :: Zobacz temat - Tangerine Dream - 35th Phaedra Anniversary Concert - DVD
     
  Forum The Voices of MOO Strona Główna  Forum The Voices of MOO Strona Główna  
  The Voices of MOO
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 
Forum The Voices of MOO Strona Główna ť Recenzje płyt ť Tangerine Dream - 35th Phaedra Anniversary Concert - DVD

Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu
 Tangerine Dream - 35th Phaedra Anniversary Concert - DVD Ť Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat ť 
Autor Wiadomość
Yes
PostWysłany: 20:07 06.10.07    Temat postu: Tangerine Dream - 35th Phaedra Anniversary Concert - DVD Odpowiedz z cytatem

adept
adept

Dołączył: Mar 10, 2007
Posty: 99
Skąd: Głogów

Tangerine Dream - 35th Phaedra Anniversary Concert - Live in London 2005
Wydawca: Voiceprint
Zawartość: 2 DVD

Okładka typu rozkładówka. Wewnątrz, czterostronicowa broszura zawierająca fotografie z koncertu. Płyta zakupiona w generator.pl. Edycja limitowana 1000 sztuk. Na okładce, w miejscu numerowym wydania, brak numeru. Jakość obrazu średnia. Dźwięk : 5,1, stereo. Menu: przejście do całego koncertu lub opcja wyboru poszczególnych ścieżek.

Dysk 1
Na zaciemnioną scenę wchodzi Edgar. Siada przy pianinie Yamaha. Żartując sobie ze sprzątaczek, wyciera białym ręcznikiem klawiaturę i zaczyna grać wstęp "Ricochet part 1". Raptem dwa, trzy ujęcia kamer, trochę zbliżeń i oddaleń. Mocnym akordem kończy numer i wstaje. W tym samym czasie, rozsuwa się kotara sceny i widzimy trzy wielkie -nasto
calowe monitory. Edgar dołącza do Thorstena i Jerome. Wszyscy siedzą tyłem do publiczności i rozpoczynają "Phaedra `05". W ciemno-niebieskim mroku sekwencyjny podkład wydaje się nieco zbyt stłumiony. Za to wyraźnie słychać luźne, syntezatorowe "wstawki" w główny motyw "Phaedry". Obrazy przenikają się nawzajem a łączy je ze sobą, tylko niebieska poświata. Bez żadnych ukłonów, siedząc nieruchomo, niczym manekiny, trio przenosi nas bezpośrednio w świat "Mysterious
Semblance At The Strand od Nightmares". Zbliżenia na monitory i oddalenie. Nieco nużące, te same ujęcia kamer "pływają" na ekranie TV. Klimat występu jest co prawda niezły, ale poczułem się lekko oziębły w emocjach. Pod koniec "Mysterius.." usłyszałem dźwięki, które nieco mnie ożywiły. Te same, nieruchome pozycje "trójcy", żadnych emocji, niby znajomy rytm a jednak "Rubycon part 1 " jakby nieco inne. Wytłumiony podkład sekwencerów i "świeże", dopisywane "live" partie dźwięku do
głównego motywu. Nawet mi się spodobało. W tym miejscu napiszę, że producent filmu uparcie, przez cały czas na środku ekranu raczy widza jasnym kółkiem, które na tle formatu 16:9 wygląda nieco partacznie. Irytująco nawet, -rzekłbym. W trakcie "Rubycon.." w tym właśnie kółku, realizator parę razy pokazuje twarz Jeroma. Wygląda to śmiesznie, jakby Jerome za chwilę miał wstąpić na Niebiosa. Pod koniec numeru, na parę sekund pojawią się czerwone łatki światła. Po wyciszeniu "Rubycon.."
oklaski i słyszymy delikatne dźwięki początku "Force Majeure". Na scenie jakby jaśniej. Nad czerwono - niebieską sceną pojawiają sie dwa pomarańczowe, żarzące się nieco jaskrawie koła. Główny motyw "Force.." milknie. Światła gasną. Na scenie ponownie niebieska poświata i dwa pomarańczowe koła oraz opanowujący słuchacza i widza motyw "Desert Dream". Kamera ślizga się po deskach sceny. Widać lampki, kable i innych technicznych dupereli. Nieco inne ujęcia, w bardziej technicznym stylu. Mało to jest spasowane z tak pięknym numerem jak "Desert Dream". Pod koniec, kamera obejmuje całą trójkę i można się tylko zdumieć jak wszyscy muzycy wczuli się w Ryśka Claydermana. Nerwowe "rzucanie " głową przez Edagara, w kierunku ekranu laptopa. Słyszymy ponownie klimatyczny "Underwater Twilight. Na scenie widzimy Iris, która w tym momencie dołączyła do zespołu. Zbliżenie kamery na Edgara, który ponownie skupiony "czyta" ekran laptopa. Czyżby zapomniał jak grać "Underwater... " ? Iris "wycina" rytm na kociołkach perkusji. Zbliżenia instrumentów perkusyjnych. Edgar już bardziej swobodnie operuje klawiaturą. Nas sceną zamiast dwóch pomarańczowych kół, widzimy teraz trzy w kolorze niebieskim oraz na zmiane dwa zielone i dwa pomrańczowe. Nieco to biedne, ale narzekac nie będę. Od "Force Majeure" znikło, irytujące mnie na ekranie kółko. Oklaski i zaczyna się show w postaci "Warsaw in the Sun". Najbardziej żywotna postacia na scenie jest Iris. Ona jedyna stoi przodem do publiczności i co najważniejsze ma szczery i szeroki uśmiech. Na scenie, od lewej do prawej prześlizguje się czerwone światełko. Całość sceny widzimy w purpurowej poświacie. ładnie, bardzo ładnie. Nadsłuchuję, ponieważ słyszę dźwięki "Midnight in Tula. Światła, o różnej kolorystyce migające szybkim tempem, kłują mnie w oczy. Techno- dance nastrój. Jak dla mnie, zdecydowana estetyczna fuszera. Brakowało tylko, aby za chwilę wyszedł Scooter i ryknął swoje do mikrofonu. Z ulgą doczekałem do końca numeru. Miękko. Miękko jak w gęsim puchu. "Silver Scale" łagodnie, bez kolorowych szaleństw przenosi mnie bardziej pod chmurki niż słoneczną, leśną polanę. Mnóstwo dzwonków Iris, impresje na czynelach a w tle łagodny, głaszczący mnie motyw przewodni. Edgar ponownie skupia się na laptopie. Purpurowe światła, zmiksowane z dźwiękiem "Silver Scale" dały super efekt dla oczu i uszu. Super. "Logos" jak balsam wkracza w klimat poprzednika. Karmi nas, spokojna aranżacja w klimatach "usiądź i się zrelaksuj". W niebieskiej poświacie, żaden z dźwięków nie jest przypadkowy. Przejście w "Chorozon", który znakomicie może posłużyć za koniec "Logos". Trio przed monitorami jest nadal mocno zdystansowane do publiczności. Tylko Iris, intesywnie wystukuje pałeczkami rytm numeru. Pojawia się trochę białego światła. Chwilami możemy sobie obejrzeć podświetloną część sali dla publiczności.
Pierwsze rzędy uczestników koncertu, bujają się na nogach dając do zrozumienia, że poczuli dość mocno klimat koncertu. Iris chwyta swój tamburyn (?) odkłada i z lekkim drżeniem słyszymy pierwsze dźwięki "Poland". Jerome, naśladując starego z ustami w "podkówkę", tułowiem raz w przód, raz w tył , kręcąc na boki głową chyba poczuł klimat RP. Na scenie pojawiają się w nieznacznej ilości białe opary. Sekwencery ponownie z lekka wytłumione. Wyraźnie jedynie słychać instrumenty perkusyjne. Kamera wchodzi "na twarz" Throstena, który na pianinie improwizuje "Song od The Whale" .Na tle ciemnej sceny, tylko biała "latarka" oświetla artystę. Edgar, Jerome i Iris zniknęli za kulisami. Zespół ponownie powraca na scenę. Oklaski. Czerwień sceny i ciareczki na skórze, gdy słyszę mój ulubiony "Oriental Haze." Na widowni widać "gościa", który energicznie wczuł się w rolę Yesa Wink Z wysoko uniesionymi ramionami, wyklaskiwał rytm. Po chwili kolejna atrakcja. Na scenę wchodzi Linda i odgrywa główny motyw numeru. Dla fanów kobiecej estetyki: cała ubrana czarno. Na wierzch ma zarzucony, tiulowy
czarny płaszczyk. Pod płaszczykiem ładny dekolcik i zarys pełnych piersi. Dla fanów techniki, - można dostrzec na niebiesko, podświetlone wskaźniki "Marshali". Po wrażeniach "Oriental.." pojawia się nieco eksperymentalny "Bridge". Szkoda, że Linda zniknęła ze sceny. Nawet tajemnicze chorusy nie potrafiły zetrzeć ze mnie tego, co odczułem poprzednio. Prawie w zupełnych "niebieskich" ciemnościach rozpoczyna się "Toward`s The Evening Star" . Na płycie jest dopisek - Blue gravity mix. Nieznany mi numer ale bardzo energetyczny. Zmienna, tajemnicza i pełna niespodziewanych dźwięków rytmika tego numeru, bardzo przypadła mi do gustu. Kamera bardzo często "skacze" po wykonawcach. Ujęć jest naprawdę bardzo dużo. Oglądając, nie nudzę się wcale. Częśc pierwszych rzędów publiczności nieśmiało podskakuje i macha ramionami. Mają ku temu uzasdnione powody, gdyż "Toward`s .." jest atrakcyjny dla ucha. W połączeniu z obrazem koncertu, wręcz - smakowity. Po klasycznym wyciszeniu, rozlega się dość szeroką barwą dźwięków "Catwalk". Bardzo bliskie, wręcz niczym za mgłą, zbliżenia Edgara i Thorstena. Jerome ponownie wchodzi na Niebiosa. Druga część koncertu ma bardziej precyzyjny wymiar. Purpurowe światła sceny oraz "dalekie" nisko, dynamicznie grane partie "Catwalk" bardziej działa na wyobraźnię niż "odgrzany" "Rubycon ..." Można zobaczyć, jak Thorsten szaleje "na dwie ręce" na dwóch odrębnych klawiaturach. Końcówka to przewaga białego światła na niebiskim tle. Lekki stroboskop, ale nie rażący w oczy. Iris, która wystukuje partie na bębnach jest niewidoczna. "Melrose" zaczyna się w czerwono - czarnym tle sceny. "Filcowane" pałeczki Iris, syntetyczne klawisze kończą się gdy wchodzi Linda i "dmucha" w esencję " Melrose" czyli saks. Ma bardzo ładne, niebieskie oczy i długie palce ..Wink Podczas solo - saks, światła nieruchomieją i scena wydaje się jak zastygła. Pełne odprężenie i smakowity zimny browar. Tylko cmoknąć, słuchając i oglądając. Linda wycisza swoje "5 minut" i ruszamy w temat "Back Street Hero". Thorsten "robi" podkład. Światła zostają przygaszone i uderza we mnie niski dźwięk. Krocząc w mrokach dalej, na scenie pojawia się, witamy
oklaskami - ładnie uczesany Zlatko. Jak się nie mylę, trzymając w łapkach Fendera, zacina elegancko i dynamicznie w struny. Po chwili dołącza do niego z zieloną gitarą, Jerome. Stojąc od siebie w bezpiecznej odległości, improwizują ile wlezie. Miękkie solóweczki, zbliżenia na gryfy. Zlatko jest bardziej miękki. Jerome ma barwę ostrzejszą, prawie "metalową". Chwile zabawy na fuzzach, wyciszenie i przyklapnięcie sobioe łapek dwojga gitarzystów. Oklaski i rozpoczyna się "Rising Haul in Silence". Aj, aj aj .... jajaj. Na scenie białe punkty świateł i dosłowna orgia na wyobraźni. Głębokie, zielone, niebieskie światło. Zlatko dystansuje się od reszty, wykonując krótkie impresje solo. Niezależnie od tego, znakomicie współgra z dźwiękami
syntezatorów. Miny Zlatko. Gdyby nie jego miny, to można w skupieniu numer wysłuchać i obejrzeć do końca. Są rozwalające. Cztery czerwone koła nad sceną. Zlatko uderzający kciukiem (!) w struny gitary. Lekka mgiełka na scenie i dźwięki "Lamb With Radar Eyes". Iris tańczy przy bębnach. Kamera haczy o balkony widowni. Thorsten przesiadł się na drugi zestaw perkusyjny i wraz z Iris bawią się na "koźlich skórach"... Wink Obraz zupełnie pomija Edgara i Jerome. Iris, mając wysoko uniesione ramiona, trzymając w dłoniach pałeczki uderza nimi o siebie, zachęcając wszystkich do oklasków. Przenosząc się w "Meta Morph Magic" słyszymy eksperymentalne, studyjne początki. Kamera łamie nieco konwencję obrazu i pokazuje mi zespół od tyłu, w kierunku widowni. Rozglądam się więcej niż dotychczas po audytorium. Na tle agresywnie
ukierunkowanych dźwięków pojawiają się stroboskopy i tęczowe iluminacje. Niezwykle energetyczny numer jakby jeszcze więcej rozruszał pierwsze rzędy widzów. Cmokam z zadowolenia. "Talking The Maddox" - Żarowaty - jak go nazywam. Edgar wychodzi na gitarowe solo. Fuzzowane pod Oldfielda brzmienie gitary. Jerome obserwujący ojca, chyba się w duszy nabija ze starego. Cała scena jest rozświetlona i oczywiście "latarka" ukierunkowana na Edgara. Zamazywane światła, małe refleksy wprowadziły mnie w nieco komercyjny nastrój. "Dobił" mnie Edgar, który nie wyłączył się do końca numeru, choć w końcówce
ostrzej pociągnął riffami. Łagodnie dalekie i następujące po tym syntezatorowe dźwięki a`la Hyperborea. "Homeless". Znakomicie ułożony numer. Przez większość część na obrazie zobaczymy Iris oraz ostatecznie Zlatko, który wcześniej zniknął ze sceny. ( z dobrze poinfomowanych źródel wiem, że poszedł umyć włosy). Światła sceny są w neutralnych barwach. Widzę powolnie obracające się stroboskopowe kule. Solo Zlatki odbieram pozytywnie. Pasuje do całości tematu i jest bardzo refleksyjne. Pomijając jego miny, należą mu się za granie brawa. Bez żadnych ceregieli TD dokonał ataku na "Purple Haze". Cztery czerwone koła nad sceną, bardziej jasna - niebieskość sceny i gitarowy schemat grany mniej lub bardziej poprawnie przez każdego amatora. Wink
Koncert kończy się przedstawieniem zespołu, parę słów do publiczności i wracamu do menu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
mario
PostWysłany: 11:29 12.03.09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

sympatyk
sympatyk

Dołączył: Aug 07, 2008
Posty: 176
Skąd: Siedlisko Czarnkowskie

Nie mam tego wydawnictwa na dvd ale cd tak - Bardzo fajna rzecz dla tych ,którym się marzyło posłuchać coś co oprócz bootlegów można wreszcie na oficjalnym cd TD usłyszeć - a mamy tu fragment Rubyconee , który według mnie dośc wiernie oddaje atmosfer tamtych prehistorycznych czasów, gra Edgara solo na pianinie też jest urzekająca fragment Ricochet itd świetna rzecz chociaż Michał Kirmuć z Teraz Rocka zjechał to wydawnictwo a niech mu będzie
Pozdrawiam
Mario
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Yes
PostWysłany: 22:07 20.03.12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

adept
adept

Dołączył: Mar 10, 2007
Posty: 99
Skąd: Głogów

Czołem fanom ! po naście miesięcznej przerwie Smile
Co by nie było zima poszła won ... wiosna idzie na serio. Chcąc odrobić zaległości na tymże forum, postanowiłem wybrać się na googlowe przejażdzki i wrócić do tematu recenzji, czy też opisów wydawnictw TD. I co mnie spotyka ? Ano .... przeglądając dzisiaj ofertę sklepu generator ujrzałem to >>>> Tangerine Dream | 35th Anniversary Phaedra Concert. Cena wydawnictwa smaczna. Ale. Rozbawiła mnie recenzja tego wydawnictwa sygnowana przez jegomościa Pana Dariusza Długołeckiego... cytuję: "Początek z samotnym Froese, który niby przypadkowo wycierając białą chustą klawisze fortepianu wydobywa pierwsze dźwięki jest najciekawszy. Potem rozwiera się kurtyna i widzimy 3 olbrzymie monitory z siedzeniami do tyłu licznej publiki, obstawione dodatkowo Rolandami i laptopami. Wizualnie mizernie bo ileż można oglądać plecy 3 panów, muzycznie wspominki ze starych dobrych czasów. W sumie set przypomina mi inne DVD Live In Tempodrom. Chyba jednak dla hard fanów '" Koniec cytatu. Reasumując dwa ostatnie zdania tego Pana zacytuję klasyka: bez koguta także świta. Wink
Wszystkim fanom polecam oryginalne wydanie tej pozycji, jest obowiązkowa.
pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Strona 1 z 1

Forum The Voices of MOO Strona Główna ť Recenzje płyt ť Tangerine Dream - 35th Phaedra Anniversary Concert - DVD
Skocz do:  



Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
 
 

Panel Administracyjny
DAJ Glass (1.0.5) template by Dustin Baccetti
EQ graphic based off of a design from www.freeclipart.nu
Powered by phpBB Š 2001, 2002 phpBB Group
 
     
Forums ©



Wszystkie logosy i znaki graficzne nalezą do ich właścicieli. Komentarze i newsy są własnością osób je piszących.
Cała reszta © 2005 TVOM & OZ.

Do naszych newsów mozesz się dostać przy pomocy kanału RSS lub ultramode.txt

PHP-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi. This is free software, and you may redistribute it under the GPL. PHP-Nuke comes with absolutely no warranty, for details, see the license.
Tworzenie strony: 0.14 sekund